avatar


button stats bikestats.pl

Znajomi


Archiwum bloga

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy MKTB.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

>50

Dystans całkowity:5142.50 km (w terenie 1259.00 km; 24.48%)
Czas w ruchu:223:28
Średnia prędkość:23.01 km/h
Maksymalna prędkość:62.93 km/h
Suma podjazdów:26608 m
Maks. tętno maksymalne:184 (103 %)
Maks. tętno średnie:168 (94 %)
Suma kalorii:7549 kcal
Liczba aktywności:87
Średnio na aktywność:59.11 km i 2h 34m
Więcej statystyk
  • DST 75.50km
  • Teren 4.50km
  • Czas 02:54
  • VAVG 26.03km/h
  • VMAX 62.93km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • HRmax 164 ( 93%)
  • HRavg 131 ( 74%)
  • Podjazdy 351m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dłuższa pętla

Niedziela, 5 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Pętla na lekko ale interwały też się przydarzyły, trasa improwizowana.
Dom, Zemborzyce Tereszyńskie, Krężnica, Strzeszkowice, Bełżyce, Łubki. Tu zdecydowałem się skręcić na trasę niebieskiego szlaku bursztynowego. Gdybym jechał nim wcześniej to dzisiaj na pewno bym go nie zaliczał.
Po 1,5 km asfaltu zaczęła się polna, ilasta jak to w tej okolicy droga a po chwili pokazał się zagajnik po lewej a droga stała się twardsza ale jak to w terenietrochę wyrypiasta. Trochę szkoda szosówki tłuc po takim terenie ale wracać też mi się nie chciało.
Niebieski " bursztynowy szlak rowerowy" © MKTB

Po następnym kilometrze zaczęły się jeszcze większe wyrypy a jechać trzeba :)
Niebieski, bursztynowy szlak rowerowy © MKTB

Pod koniec (o czym jeszcze nie wiedziałem) ugrzązłem w piaskownicy a właściwie pyłownicy o długości ok 50m ale po króciótkim spacerze lekki podjazd wziąłem już w siodle a moim oczom ukazał sie upragniony asfalt. 4,5 km telepawki szosówką to nie przyjemność ale ... jechać się da i to czasami nawet dość szybko.
Teraz łagodny zjazd asfaltem przez przyjemny wąwóz do samej Wąwolnicy a po drodze fotka piaskowej ściany z resztkami jaskółczych dziupli. Zdjecia kiepskie bo robione teflonem.
Jaskółcze dziupelki © MKTB

Na wylocie z Wąwolnicy łapie mnie króciótki deszczyk ale dziś to sama przyjemność, przez chwilę jest chłodniej.
Górki nałęczowskie na mocno podobnie jak pagórkowaty teren Gaju nowego. Wojciechów, Sporniak, Motycz dom.
Od Wojciechowa wiatr w twarz, ostatnie 5,5 km totalny luzik.
.
Kategoria >50, Foto


  • DST 55.50km
  • Teren 19.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 23.79km/h
  • VMAX 43.90km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • HRmax 169 ( 96%)
  • HRavg 140 ( 79%)
  • Kalorie 1384kcal
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt Merida FLX
  • Aktywność Jazda na rowerze

Średnia pętla

Sobota, 4 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Prawie powtórka z wtorku, trochę więcej lasu.
.
Kategoria >50


  • DST 54.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.46km/h
  • VMAX 47.92km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szosowa 50-ka

Środa, 1 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Pętla na średnio ale i tak przez upał szło opornie.
Kozubszczyzna, Radawiec, Zosin, Strzeszkowice, Zemborzyce, Pętla Zalew, Zemborzyce, Z. Tereszyńskie, Kozubszczyzna.
.
Kategoria >50


  • DST 54.00km
  • Teren 17.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 24.36km/h
  • VMAX 43.90km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt Merida FLX
  • Aktywność Jazda na rowerze

Średnia pętla

Wtorek, 31 lipca 2012 | Komentarze 0

dom, OS lotnisko, asfalt, OS Radawiec, asfalt, OS Motycz Leśny, Palikije, Bełżyce, OS Radawiec, asfalt, OS lotnisko, asfalt do domu. Treren na mocno, asfalt średnio.
Ostatnimi czasy pulsometr wariował, wymieniłem baterie w liczniku i w pasku no i teraz wogóle nie działa.
.
Kategoria >50


  • DST 57.00km
  • Teren 51.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 24.08km/h
  • VMAX 51.62km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • HRmax 179 (101%)
  • HRavg 159 ( 90%)
  • Podjazdy 675m
  • Sprzęt Merida FLX
  • Aktywność Jazda na rowerze

MTB Cross Maraton (ŚLR) - Zagnańsk

Niedziela, 22 lipca 2012 | Komentarze 4

Minęło 16 miesięcy od mojego ostatniego maratonu emtebe.
Mimo rozregulowanego ramienia postanowiłem się pomęczyć trochę w terenie. Tym razem wybór padł na MTB Cross Maraton, dawny ŚLR. Zagnańsk to cel na dziś. W tych okolicach a dokładnie w Skarżysku i w Szydłowcu byłem już kiedyś z Mazovią i wiedziałem, że na tych terenach da się ustawić ciekawy i wymagający maraton.
Zarejestowałem się przez neta na stronie organizatora i wpłaciłem kaskę (całe 50 zł), pozostało tylko odebrać numer i cip w biurze, w niedzielę. Taką samą operację przeprowadził Czarek.
Etap nazywał się Zagnańsk ale start i meta miały miejsce w Samsonowie do którego dotarliśmy o godz. 9 a miejsce znaleźliśmy koło ruin starej huty.
Samsonów, ruiny huty z XVIIIw. i nasze rowerki na I planie © MKTB

Całkiem sporo ludzi się już zjechało ale kolejeczka w biurze szła szybciutko.
Interesujący jest system numeracji a mianowicie kategoria M2 ma numery od 2000 w górę, M3 od 3000 w górę itp.
Jak zwykle szykowanie rowerów potem się i na przejażdżkę rozgrzewkową. Na start przyjeźdżamy o 10.30 i obserwujemy start dystansu Master (80km). My musimy jeszcze zaczekać pół godziny.
Przed startem z hutą w tle © MKTB

Start szybki bo po asfalcie...
Doczekaliśmy startu :) / fot. Anna Nemś © MKTB

na poczatku płasko, później dłuuugi ale również asfaltowy podjazd. Kilka szybkich, nudnych kilometrów. Czółowa grupa mi odjechała i na chwilę zostałem sam.
Po minutkach doszła mnie większa grupa i z nią się zabrałem w dalszą trasę.
Kryzys ok 20 kilometra, zrobiło mi się jakoś mdło, odcinek trawiasty z koleinami przypominał trochę flow ale jakoś ciężko odpowiedni rytm było złapać. Tu myślałem, że już padnę, nie miałem siły a to dopiero dwudziesty któryś kilometr !
Na szczęście na odcinku leśnym znowu odzyskiwałem siły i do końca było już lepiej ale to co straciłem do innych okazało się nie do odrobienia. Były fajne zjazdy i fajne podjazdy ale były też kawałki za którymi nie przepadam. Wspomniane wcześniej trawy a także szerokie trasy z pokryte grubym szutrem czy śródleśne asfalty nie przypadły mi do gustu.
MTB na asfalcie :( / fot. Paweł- proskarzysko@gmail.com © MKTB
Jakoś brakowało mi klimatu ścieżek naturalnych które miałem w pamięci.
Około 28 km trafiłem na bufet na którym skorzystałem z wody... żeby się polać :)
Miło się na głowie i plecach zrobiło ale po chwili krople wody zrazem z solą z czoła zaczęły spływać mi do oczu i takie miałem pieczenie, że mało orzeła nie wywinąłem. Musiałem stanąć przetrzeć czoło i oczy by móc coś widzieć.
Ostatnie 20 kilometrów to jazda w grupie 4 - 6 osób (czasami ktoś odpadał a ktoś inny dochodził) Nawet nieźle szło. Dziwne, że miałem jeszcze siły podciągać na długich szutrowych podjazdach (teraz czuję je w łydkach :)).
Samą końcówkę, 6-7 km jadę w parze z młodym chłopakiem na full'u (nr 2011), reszta grupy została z tyłu. Jedzie się nam sprawnie, ostatnie 2 km goniliśmy po asfalcie 40-45 km/h (lekko z górki, żeby nie było :) chcąc złapać gościa przed nami ale się nie udało.
Prawie na mecie / fot. Anna Nemś © MKTB

Końcowe 100m młody wychodzi do przodu i na mecie jest kilka sekund przede mną, dziękujemy sobie za pomoc.
Posiłek w postacie porcyjki klusek z sosem mnie nie zachwycił ale tragiczny też nie był a można było również wybrać grochówkę. Były też pomarańcze, batoniki, wafelki, arbuzy, banany, picia różne czyli nieźle zaopatrzony bufet.
Czarek przyjechał ok 20 minut po mnie, chyba niezbyt zadowolony.

Ogólnie maraton wymagający, bardziej kondycyjny niż techniczny. Trochę za dużo asfaltów i szerokich szutrów. Bufet na trasie i na mecie OK, obsługa bufetu na trasie miła i szybka.
Duży minus to opóźnienia w wynikach oficjalnych, zresztą wyników w generalce czy zespołowych do tej pory niema.

dane oficjalne:
dystans: 57 km
czas 2:21:47
miejsce: Fan open: 87/230
Fan M4: 10/22
rating open na dobrym poziomie 79,1%, w M4 na średnim-82,9%.
.
Kategoria >50, XCM / XCO


  • DST 71.00km
  • Czas 02:40
  • VAVG 26.62km/h
  • VMAX 61.47km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • HRmax 161 ( 91%)
  • HRavg 140 ( 79%)
  • Podjazdy 367m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dłuższa pętla

Wtorek, 10 lipca 2012 | Komentarze 0

Zaczęło się jak wczoraj ale już Wojciechowa poleciałem na Niezabitów (droga dalej dziurawa), Wąwolnicę, na szlak do Nałeczowa, Gaj Nowy (droga dalej dziurawa), Wokciechów i dalej już do domu. Dłuższa trasa i lżej przjechana chociaż jak na górkach w Wąwolnicy i Nałęczowie puls skoczył to już później nie bardzo chciał opaść.
.
Kategoria >50


  • DST 50.00km
  • Czas 01:36
  • VAVG 31.25km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 401m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sjælsø Rundt - wyścig

Niedziela, 10 czerwca 2012 | Komentarze 4

O wyścigu dowiedziałem się kilka lat temu od znajomych. 40 letnia tradycja i 6-8 tysięcy startujących robi wrażenie i wiedziałem, że jak tylko nadarzy się okazja, wezmę w nim udział. Okazja trafiła się w tym roku bo termin wyścigu pokrył się z naszym wyjazdem i wiedziałem, że go zaliczę. Jedyne co mnie mogło odstraszyć to mocny deszcz który wg prognoz miał być niezbyt duży bo do 1 mm i z tego powodu zapisałem się dopiero na dwa dni przed startem. Przez cały rok można było zapisać się przez internet, im wcześniej tym wpisowe było niższe. Ja zapisałem się w biurze zorganizowanym w centrum handlowym w Lyngby. Poza stoiskiem do zapisów był jeszcze zorganizowany sklep z podstawowymi akcesoriami i ciuchami, stoisko firmy fitnessowej i mały stolik firmy handlującej przyczepkami do przewożenia dzieci. Na początku kolejka była niewielka i zapisy przebiegały szybciutko ale już po 15 minutach ogonek wydłużył się do ok 15 osób. Ci co zapisali się wcześniej przez internet odbierali numery bez kolejki u innej osoby. W kopercie znalazłem numer jak na początku wydawało mi się zrobiony z papieru ale później okazało się, że nie tak łatwo go rozedrzeć. Poniższe zdjęcia zrobione zostały po wyścigu dlatego numer jest tak wymiędlony :).
Numer startowy © MKTB

Z tyłu numeru były wszystkie potrzebne informacje oczywiście po duńsku :)
Informacje na rewersie numeru © MKTB

Poza numerem był czip i dwie reklamówki wyścigu Ritter Classic. Skromnie. Wpisowe kosztowało mnie 250 dkk czyli ok 145 zł więc chyba nie tak dużo, nawet jak na polskie warunki.
Zdecydowałem się na emerycko - juniorski dystans 50 km a start wybrałem sobie na 8.45 bo poprzednie godziny i grupa na 9.00 były już pełne. Tak, tak, można było sobie wybrać godzinę startu ale ilość miejsc była ograniczona. Start pierwszej grupy miał nastąpić o 7.30 a ostatniej o 11.00 w odstępach 3 minutowych. Szkoda, że widmo deszczu, wiatru i temperatury na poziomie 14-16 stopni przestraszyło resztę mojej rodzinki, trudno, pojadę sam.
Niedziela, dzień wyścigu. Budzik nastawiłem na 6.30 bo przecież trzeba coś zjeść ale nie przed samym startem. Na śniadanie makaron zmoczony mlekiem a po śniadaniu czas na sprawdzenie sprzętu. Zostało tylko przypiąć czip do widelca i numer na koszulkę. Na dworze 15 stopni, słońca brak i dość silny wiatr. Zdecydowałem się na krótkie spodenki i dwie cienkie koszulki, jedną z długim drugą z krótkim rękawem. Kurtkę pd zostawiłem w domu licząc, ze chmury będą tylko straszyć :).
Wyjeżdżam z domu 15 po 8 bo do linii startu jest tylko 6-7 km, taka mała rozgrzewka. Zimno.
Miasteczko wyścigu znajdowało się na terenie Duńskiego Uniwersytetu Technicznego i pomimo zapowiadanych ok 7000 startujących nie było tłoku, miejsc parkingowych dla samochodów było sporo wolnych właśnie dlatego, że start sektorów był rozłożony w tak długim czasie.
Pomiędzy pasem dla startujących a pasem dla finiszerów był pasaż z dwoma rzędami namiotów dla teamów, cateringu i sklepów.
Kilka minut przed startem zaczęło kropić ale na szczęście po chwili przestało. Do d... by było śmigać po deszczu tym bardziej, że wczoraj na tył założyłem lekkiego slicka.
8.45. Startujemy. Moja grupa jest nieliczna, ok. 30 osób, obok mnie dwóch gości na fulwypasionych bajkach, jeden z nich czysta szosa drugi do czasówki. Do pierwszego zakrętu nie mogę się przebić a czołówka jedzie jakoś wolno. Za zakrętem już luźniej więc mogę nacisnąć.
Po kilkuset metrach wiedziałem, że niestety w mojej grupie nie będę miał nikogo do pomocy. Dwóch gości zostało z tyłu, prawdopodobnie jada na 125 km. Dziwne uczucie jak się cały czas wyprzedza i nie powiem całkiem przyjemne ale z drugiej strony bez pomocy wyjdzie na to, że przejadę pięcdziesięcio kilometrową czasówkę ! Na to nie całkiem byłem przygotowany ale cóż, trza zacisnąć pośladki i śmigać do mety.
Przez pierwsze 20 km jedynym problemem na trasie było wyprzedzanie grupek jadących (że większość wyścigu przebiegała po ścieżkach rowerowych) ale wtedy najczęściej zjeżdżałem na jezdnię. Zresztą nie tylko ja :). Drugim utrudnieniem były skrzyżowania ze światłami. Niestety na niektórych, tych pilnowanych przez policję trzeba było swoje odstać. Mnie zdarzyło się to trzy razy czyli do tyłu byłem ok 2 minut. Tu gdzie nie było gliniarzy a tylko "chorągiewkowi" kosiłem na czerwonym, tylko nikomu nie mówcie ;).
Ok 22 kilometra złapał mnie skurcz, ale taki jaki jeszcze mi się nie przytrafił. Ból w plecach, z lewej strony dolnej części kręgosłupa. Doszedłem do wniosku, że to przez pozycję na rowerze. Od startu jechałem w dolnym chwycie i stąd ten ból. Od czasu do czasu wyginałem plecy w drugą stronę (jak to fajnie brzmi :) ) albo stawałem na pedałach i jechałem na stojąco. Na chwilę pomagało.
Cały czas jechałem sam. Na 25-m kilometrze był bufet. Usytuowany na bocznej drodze, z daleka widziałem, że dobrze zaopatrzony ale nie zatrzymywałem się. Za krótki dystans by coś jeść a zastrzyk węglowodanów miałem w żelu.
Trasa bardzo fajna, zresztą część odcinków już była mi znana z wcześniejszych przejażdżek z rodziną. Oczywiście najprzyjemniejsze fragmenty prowadziły przez małe, malownicze miejscowości z dużą ilością zieleni. Tu także nie było rowerówek więc cała jezdnia była do mojej dyspozycji. Ruch samochodowy też nie za wielki a kierowcy tak ostrożni, ze nie chcieli / bali się wyprzedzać więc mi zdarzyło się kilka razy ich wyprzedzić :P.
W dalszym ciągu jadę sam i tylko na dwóch długich ale niezbyt stromych podjazdach korzystam z koła poprzedników. Nie za długo to trwało bo pod koniec wzniesienia prędkość na tyle zmalała, że postanowiłem ciągnąć sam. Druga połówka dystansu wydaje się bardziej "górzysta" a na pewno bardziej wietrzna. Teraz wiem dlaczego tak ładnie mi szło na początku :). Ostatnie 10 km to już twarde nogi ale plecy prawie nie bolą. Zmęczenie przez jazdę solo daje znać o sobie. Podjazdy wydają się bardziej strome i dłuższe. Jeszcze tylko 2 km, 1,5, zaczyna padać a ja na skrzyżowaniu mylę drogę, za mną jeszcze jeden gość ale słysząc krzyki odwracam się i widzę innych jadących w innym kierunku. Dzięki. Zawracam i już na właściwej trasie doganiam i wyprzedzam "pomocników". Na ostatnich metrach resztkami sił wstaję by ładnie zafiniszować, jeeeeeeeeeest ! :D. Zaraz za metą przestaje padać, "bufetowi" podają wodę są również banany, pudełeczka z rodzynkami, muffinki w dwóch smakach i coś jaszcze ale nie pamiętam co.
Patrzę na licznik, jest poniżej 1.40. Ok, taki był plan a na oficjalne wyniki (będą w necie) trzeba zaczekać do szesnastej. Przed wyścigiem przeglądając wyniki z tamtego roku miałem nadzieję na pierwszą setkę, teraz, z tym czasem byłem pewien, że w setce będę.
W domu po kąpieli i drugim śniadaniu (wróciłem jeszcze przed 11-tą) czekało łóżeczko :). Po czwartej wlazłem na stronę wyniku i całą mordę miałem w szczęściu. 35 miejsce ! Dla mnie super wynik biorą pod uwagę to, że startujących na 50-kę było 1437 facetów ! Z drugiej strony trzeba dodać, że spora grupa z nich to niedzielni kolarze z plecakami :).
Prawdziwe ściganie odbyło się na prawdziwym kolarskim ale oczywiście amatorskim dystansie 125 km. Wystartowało 3365 (!) osób w tym 3072 mężczyzn. Zwycięzca miał średnią 37,97 km/h a ja ze swoją średnią (gdybym ją utrzymał !) znalazłbym się na 800 którymś miejscu !
Na moim dystansie zwycięzca miał czas 1:21:42 co dało średnią 36,72 km/h.
Był jeszcze dystans 28 km gdzie na trasę ruszyło 738 osób. Ogólnie, na wszystkich dystansach wystartowało 6359 osób !
Podsumowując imprezka bardzo fajna, trasa przyjemna, dobrze oznaczona, na skrzyżowaniach czy ważniejszych zakrętach pomagali "chorągiewkowi", dla chętnych masaż przed czy po wyścigu (nie golę nóg więc i tak by mnie pewnie "zmasowali/ły") Do minusów zaliczyłbym sporą ilość skrzyżowań ze światłami, zero serwisu fotograficznego, brak ciepłego posiłku regeneracyjnego (odpłatnie były kiełbaski i inne burgery), delikatnie mówiąc skromna koperta startowa.
Ze swojego startu jestem również zadowolony, średnia 31,34 całkiem przyzwoita (mój najlepszy wynik na dystansie pow. 50 km) szczególnie biorąc pod uwagę to, że na teoretycznie płaskiej trasie wyszło 400 m przewyższeń.

Czas na statystyki:
dystans: 50 km
czas: 1:35:44
średnia: 31,34 km/h
open: 35/1467
kategoria (36-50 lat): 14/438
p.s.
od poniedziałku wymieniam maile z organizatorami o zmianę informacji. Na razie udało im się dopisać nazwę klubu ale cały czas przy moim nazwisku widnieje flaga duńska a wynikach grup wiekowych mnie w ogóle nie ma ! Przy wpisywaniu do kompa kobitka zrobiła błąd i teraz się to ciągnie.
.

  • DST 59.00km
  • Czas 01:57
  • VAVG 30.26km/h
  • VMAX 51.79km/h
  • Temperatura 305.0°C
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nałęczów i okolice

Niedziela, 27 maja 2012 | Komentarze 0

Duża pętla na mocno. Ostatnio wszystkie jazdy na lekko więc dzisiaj postanowiłem pojechać tempem mocniejszym coby się trochę zmęczyć. Kierunek Nałeczów - jedyny dzisiaj możliwy :).
Pierwszy raz mam średnią z treningu powyżej 30-ki.
.
Kategoria >50, avs >30


  • DST 53.00km
  • Czas 02:10
  • VAVG 24.46km/h
  • VMAX 47.92km/h
  • Podjazdy 334m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazdowa 50-ka

Poniedziałek, 21 maja 2012 | Komentarze 0

Nie chciało mi się dzisiaj gonić. Jak na poniedziałek to jakoś dużo bajkerów spotkałem po drodze.
.
Kategoria >50


  • DST 55.50km
  • Czas 02:10
  • VAVG 25.62km/h
  • VMAX 57.54km/h
  • Podjazdy 354m
  • Sprzęt Merida Race Lite 905
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nałęczów i okolice

Niedziela, 20 maja 2012 | Komentarze 0

Dzisiaj trochę mocniej bo w samotności.
.
Kategoria >50